- Po drugiej stronie kaliskich legend
Po drugiej stronie kaliskich legend
piątek, 16 luty 2018
O niezwykłej historii wybudowania w Kaliszu Pomorskim Czerwonej Szkoły opowiadał licealistom badacz lokalnej historii Bogumił Kurylczyk na spotkaniu zorganizowanym 7 lutego 2018r. przez Joannę Mączkowską. - W tak niewielkim mieście, tak wielki gmach szkolny, służący edukacji do dzisiaj wybudowano dzięki splotowi kilku ważnych zdarzeń w dziejach Kalisza Pomorskiego. I co tu ukrywać, nie dzięki niezwykłej dobroci dla tutejszych mieszkańców okazanej przez władców lub ministrów, jak głoszą lokalne legendy, ale dzięki znajomościom. Decydujące były bowiem rodzinne koneksje, co jednoznacznie potwierdzają odkryte w archiwach dokumenty – stwierdził na wstępie prelegent.

Jak wyjaśnił pierwszym z tych korzystnych zdarzeń było przekazanie przez króla Prus Fryderyka II 80 tys. talarów na odbudowę miasta spopielonego podczas wielkiego pożaru w 1771 r. Do dzisiaj na wieży Kościoła wisi ufundowany przez mieszkańców dzwon opatrzony dziękczynną inskrypcją wychwalającą dobroć monarchy, który ulitował się nad nieszczęściem poddanych. Niemiecka legenda głosiła, iż króla wzruszył nie tyle ów pożar, co list błagalny kaliskiego pastora Struensee i wiedziony odruchem serca miał ofiarować z prywatnej szkatuły olbrzymi datek na zadośćuczynienie nieszczęścia. Tyle legenda, a co wynika z dokumentów? Otóż pieniądze na odbudowę spalonego miasta pochodziły z funduszy państwowych, a nie prywatnych Fryderyka II. Wypłacono je zaś dlatego, ponieważ król znał osobiście ówczesnego właściciela kaliskich dóbr – Christiana von Reck, gdyż był on synem Hermanna von Reck - pruskiego kanclerza na dworze Fryderyka I (ojca Fryderyka II).

Gdyby nie te znajomości list skromnego pastora Struensee nigdy by do rąk króla nie dotarł, a hojna dotacja dla prowincjonalnej mieściny byłaby tylko marzeniem. To ważne ustalenie, ponieważ właśnie podobny mechanizm przyczynił się do powstania Czerwonej Szkoły ponad wiek później. 24 kwietnia 1898 r. mieszkańcy miasta skierowali petycję do ministra oświaty w Berlinie, opisując tragiczne warunki nauki swoich dzieci. Do budynku mającego cztery sale uczęszczało aż 807. uczniów. Lekcje musiały się więc odbywać także w dodatkowych ośmiu wynajętych pomieszczeniach mieszkalnych. Kolejna legenda głosi, iż ta petycja wywarła na ministrze równie duże wrażenie, jak list pastora Struensee na królu Fryderyku Wielkim. Kto jednak tym razem był prawdziwym gwarantem skierowania do Kalisza Pomorskiego pieniędzy wystarczających na budowę Czerwonej Szkoły?

Otóż w nieistniejącym dziś Poźrzadle Małym posiadał wówczas majątek baron Konrad von Wangenheim. Jego żona Hedwig (Jadwiga) pochodziła z rodziny von Klitzing - właścicieli równie wielkiego majątku Suchowo. Kurt von Klitzing poprzez bliską znajomość z Martinem Gropiusem, który zaprojektował na wzór pałacu w Suchowie gmach Muzeum Sztuki w Berlinie (otwarty w 1877 r.tzw. Martin-Gropius-Bau) miał wpływy w sferach rządowych pruskiej stolicy. Niemniejsze wpływy posiadał tam także jego zięć Konrad von Wangenheim, gdyż był posłem do parlamentu pruskiego i założycielem partii agralnej. Podpisy obu tych osób nie widnieją wprawdzie na petycji mieszkańców, jednak ich zasługi dla pozytywnego jej załatwienia są niewątpliwe. To dzięki ich zabiegom przysłano najpierw z Berlina rządową komisję, a kiedy jej członkowie potwierdzili opisane fakty ministerstwo oświaty przyznało na budowę Czerwonej Szkoły 73 tys. marek.

- Jak widać na tych dwóch przykładach nawet najpiękniejsze legendy mają swoją drugą stronę. Tę nie baśniową, a najzupełniej rzeczywistą, ludzką i przeliczalną na znajomości oraz na pieniądze – zakończył prelekcję Bogumił Kurylczyk.


Joanna Mączkowska