- O czym szumią kaliskie kasztany- opowiada burmistrz Michał Hypki
O czym szumią kaliskie kasztany- opowiada burmistrz Michał Hypki
czwartek, 16 kwiecień 2015

Przy kaliskim Liceum i kaliskim Ratuszu, których budynki powstały w tym samym czasie, nieco ponad wiek temu, rosną równie wiekowe kasztany. I właśnie owoc tych drzew otrzymał na pamiątkę spotkania z licealistami (15.04.) Michał Hypki, ongiś także licealista a teraz burmistrz Kalisza Pomorskiego.
- Z okien swojego gabinetu na piętrze widzi pan i kasztany przy Poczcie i gmach Liceum, A my, z naszej klasy na parterze, widzimy Ratusz, herb miasta i okna gabinetu burmistrza. Życzymy, aby te symboliczne owoce przyniosły szczęście w codziennym szukaniu złotego środka pomiędzy marzeniami a rzeczywistością – powiedziała Joanna Mączkowska, polonistka z kaliskiego Liceum. To właśnie w ramach poznawania regionu na lekcjach wiedzy o kulturze młodzież spotyka się z samorządowcami.
- Te kaliskie kasztany są bardzo trafną metaforą złotego środka jako zasady działania w godzeniu rzeczy i ludzi. Trzeba wsłuchiwać się w innych, próbować ich zrozumieć…Tego nauczyłem się zresztą właśnie w kaliskim Liceum – stwierdził Michał Hypki.
Złoty środek, jako zasada w działaniu, powracał jeszcze w rozmowie burmistrza z uczniami wielokrotnie. Bo pozwala ona i unikać sytuacji konfliktowych i podejmować ważne decyzje. Byle tylko nie utożsamiać jej błędnie z konformizmem czy spolegliwością. Aby już odejść od filozofowania, zaczęto rozmawiać na koniec o osobistych pasjach. – Nie wyobrażam sobie życia bez rodziny, pracy, historii oraz muzyki i teatru – zdradził Michał Hypki.
Jak wyjaśnił, zwłaszcza teatr uczy jakby na nowo wagi bezpośredniego kontaktu człowieka z człowiekiem. Znaczenia rozmowy, gestów, a nawet milczenia. Uczniowie, którzy działają w „Klepsydrze”, i ci, którzy dotykają magii teatru, zrozumieli bez trudu te ważne słowa… Bo by być kimś, trzeba w drugim umieć także zobaczyć kogoś. Ale w rzeczywistości, twarzą w twarz, choćby na scenie jak w teatrze. Nie zaś wirtualnie na ekranie, czyli złudnie.

Joanna Mączkowska